Mój młodszy brat się zakochał. Miała na imię Sara, jej ciało znaleziono trzydzieści sześć godzin temu. Oficjalnie nic nie wiem o sprawie.
Nieoficjalnie wiem tyle, ile prowadzący ją śledczy: niewiele. Są na etapie spalania petów i zadawania pytań. To dobrze, bo wszyscy potrzebujemy wyjaśnień. Jedna rana postrzałowa; z bliska, ale od tyłu. Z torebki zniknął tylko telefon, portfel i klucze do kawalerki zabezpieczono. Mieszkanie zostało już przeszukane.
Młody mówi, że spotykali się dopiero od dwóch miesięcy i nie znał Sary w tym sensie, o jaki teraz chodzi Policji. Poznał ją na aplikacji, ona napisała pierwsza. Był zaskoczony, że podoba się starszej dziewczynie; ale czułby to samo, gdyby chodziło o młodszą. Czy byli parą nie ustalali, ale się całowali, więc tak to rozumiał. W dniu zabójstwa byli u niego, ale kobieta wyszła około 23:40.
Przesłuchanie prowadził Maliniak. Twierdzi, że młody przypominał bardziej ofiarę niż sprawcę. W każdym razie takie odniósł wrażenie, a o wrażeniach Maliniaka mogę się dowiadywać. Młodego zapewniono, że nie jest oskarżony, ale niestety musi być podejrzany, bo męża albo chłopaka zawsze się sprawdza.
W przypadku Sary sprawdzono ich obu. Mąż ma alibi: od roku siedzi w areszcie, umilił sobie czas wniesieniem pozwu o rozwód. Oczywiście zaprzecza, że miał jakikolwiek związek z morderstwem. Czterdziestodwuletni Fabian B. nie przyznaje się też, oczywiście, do stawianych mu zarzutów: kierowania sporą szajką drobnych przemytników.
Podobno B. nie próbował ukryć zadowolenia z tego, że owdowiał. To zrozumiałe. Plotki w mieście są takie, że Sara B szybko uporała się z szokiem po aresztowaniu męża. Przestała pojawiać się na widzeniach, za to zajęła się interesem. Działała z rozmachem i na własną rękę, co nie wszystkim się podobało. Wrażenie Maliniaka jest takie, że w jednej z rozmów telefonicznych sugerowała szukanie wtyki w Policji, by zapewnić sobie ochronę. Zapytany, czy w takim razie mieli na warsztacie jej telefon i dawno wiedzieli o flircie z bratem komendanta policji, Maliniak twierdząco milczał.
Nie mam żalu do Maliniaka, jestem na niego wściekły. I też mu nie mówię wszystkiego. Telefon Sary nie zniknął. Leży u brata pod łóżkiem, pewnie znajdą go jutro. Poszukają dokładniej gdy balistyka wykryje, że strzelano z mojej poprzedniej klamki. Zaginięcie zgłosiłem z regulaminem, niestety dopiero w takich okolicznościach się odnalazła.
A może podzielę się z Maliniakiem domysłem: leżeli razem, następnie denatka wyszła, zapominając komórki, która po pewnym czasie się rozładowała, dlatego śledczy stracili cel z oczu. Śmierć zlecił mąż, pociągając z więzienia rękami trzecimi, a szybką identyfikację narzędzia umożliwił profesjonalizm policji.
Po trzydziestu sześciu godzinach sprawę mam rozwiązaną. Tylko rodziny funkcjonariuszy zasługują na lepszą ochronę.
Tekst: Jan Podniesiński
Podobało Ci się? Nowe opowiadania będziemy wysyłać w newsletterze projektu
„Sho(r)t stories – rozsądna doza literatury”.




